piątek, 4 stycznia 2013
Prolog
Leżę na łóżku, ze świeżo zrobionego skręta wpływa dym do moich płuc, by zaraz dać odpocząć mojemu umysłowi. Obraz przed moimi oczyma zaczyna wirować, czuję ogarniający mnie spokój. Przejeżdżam rękoma po swoich nogach na których zaledwie miesiąc temu czułam Twój dotyk, dotykam brzucha który był dla Ciebie tylko przystankiem, dojechałam do piersi na których leżałeś głową słuchając przyśpieszone bicia serca spowodowanego bliskością twego ciała. Zatrzymałam się na szyi na której widnieją ślady szlaku prowadzonego do punktu kulminacyjnego, koniec drogi doszłam do ust na których do teraz czuje ciepło bijące od Twoich ust. Biorę następnego bucha dym wdziera się do mego wnętrza, by chwilę potem wypłynąć przez spierzchnięte wargi. Zatapiam się w myślach, odpływam nawet nie wiem kiedy mój przyjaciel zgasł, Bon Iver skończył snuć o potrzebie ciszy, światło gaśnie, miasto pogrąża się w spokoju jak na jego życzenie. Mój umysł krzyczy, oczy łzawią, serce krwawi. Usypiam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz